Trener personalny - Ujawniamy słabe punkty!

Dodaj do ulubionych

Trener personalny - Czyli kto?

Wiedza którą dysponuje trener personalny jest bardzo zróżnicowana, jakie są tego powody? Trenerzy personalni skupiają w swoim gronie głównie pracowników siłowni i sal fitness oraz fizjoterapeutów. Elementy ich pracy są także przyswajane przez trenerów swoistych dyscyplin sportowych, którzy asymilują zazwyczaj tylko wybrane bloki ćwiczeniowe, konieczne do kształtowania najbardziej przydatnych w ich pojęciu cech motorycznych. Taka dywergencja zbiorowości praktyków ma swoje zalety, pozwala bowiem na wielokierunkowy rozwój metody i wysoką specyfikację narzędzi pracy. Jednak im więcej punktów widzenia, tym częściej dochodzi do starć i nieporozumień na tle merytorycznym i metodycznym. Jedni trenerzy wyrzucają drugim trenerom przeróżne braki natury szkoleniowej (klasycznie: fizjoterapeuci kontra trenerzy kulturystyczni), wynikowej (dylemat: zdrowe ciało czy szybkie, widowiskowe efekty?), czy wręcz światopoglądowej (realizować oczekiwania klienta w sposób niekwestionowany, czy narzucać własny system pracy?)

Trener Personalny? Czy nie?

Doświadczenie i statystyka wydaja się wskazywać, że prawda leży pośrodku. Większość przytyków ma swoje uzasadnienie w rzeczywistości, jako że stosunkowo niewielka liczba trenerów personalnych dostrzega potrzebę pogłębiania stanu swojej wiedzy. Może to w jakimś stopniu wynikać z braku świadomości, co należałoby udoskonalić w swoim warsztacie pracy. Dokonaliśmy więc systematycznej analizy reprezentacyjnego fragmentu środowiska i postaramy się podpowiedzieć, gdzie najlepiej zacząć poszukiwania własnych mankamentów.

Otóż to, co uderza chyba najbardziej, to niska świadomość w zakresie neurofizjologicznych aspektów funkcjonowania układu ruchu.

Mało który z ankietowanych trenerów personalnych był w stanie odpowiedzieć na pytanie, czym jest system mięśni lokalnych, a czym globalnych, w jaki sposób zależą od siebie nawzajem, jak dystrybuowana przez układ nerwowy jest siła, na czym polega znaczenie bólu w owej dystrybucji? Większość była zgodna, iż to od układu nerwowego i krwionośnego zależy jakość pracy mięśni, przekładająca się na wzrost masy oraz siły i szybkości ich skurczu, jednak szczegóły pozostawały tajemnicą, budząc co najwyżej niejasne skojarzenia z pojęciami „fazowość / toniczność mięśni”, „zamknięte / otwarte łańcuchy kinematyczne”, czy „stabilizatory głębokie / powierzchowne”. Tymczasem udowodnionym wielokrotnie zostało, że zaburzenia funkcji hierarchii (timingu) mięśni obniżają ich zdolność do wartościowego skurczu i zakłócają transfer sił z górnej na dolną oraz z prawej na lewą część ciała. Blokuje to wzrost atrybutów funkcjonalnych i strukturalnych, dewastuje układ ruchu oraz frustruje zarówno trenera, jak i klienta. Warto jest więc zgłębić tajniki fizjologii współpracy układu mięśniowego i nerwowego, tym bardziej, że wiedza ta kuleje nawet na tzw. „zaawansowanych szkoleniach” (pozwalam tu sobie na pewną ironię, jako wiedza ta powinna stanowić wyposażenie wręcz podstawowe, tymczasem konsternuje niejednego „specjalistę” z dziedzin związanych z treningiem w szerokim ujęciu).

 

Abecadło Trenera Personalnego…

Kuriozalne są sytuacje, gdy klient pyta trenera, czy lepiej ćwiczyć mięsień czworogłowy przez wyprosty podudzia z obciążeniem, czy na suwnicy, a może w przysiadach ze sztangą, zaś trener odpowiada „aaa, raz tak, a raz tak, żeby nie było monotonnie” i nie potrafi wytłumaczyć, czy się różni efekt tych totalnie odmiennych ćwiczeń i kiedy wykorzystać atuty pracy w otwartym łańcuchu kinematycznym w wyprostach z obciążeniem, kiedy zastosować suwnicę (zamknięty łańcuch kinematyczny), rozkładającą zaaplikowane kilogramy na całym systemie mięśni uda, a wreszcie kiedy przysiady, angażujące system stabilizacji całego ciała (w tym silnie mm. dwugłowe uda i grzbiet) – bardziej aktywizujące, ale także bardziej wymagające i potencjalnie wzbudzające masę niekorzystnych kompensacji.

Kolejnym popularnym problemem jest słaba znajomość mechanizmu nakładania się mikrourazów. Każdy słyszał o skręceniu, zwichnięciu, „zakwasach”, ale niewielu trenerów umie odpowiedzieć, kiedy można bezpiecznie podjąć aktywność, w zależności od temperamentu wybierając opcję: „ten ból jest Twój i masz nad nim władzę!”, lub „poczekajmy parę tygodni, może przejdzie, a jak nie przejdzie, to znowu sobie poczekamy”, w domyśle pomijając znikającą na horyzoncie w tumanie kurzu formę, wygląd i motywacje klienta. I tu natychmiast należy sprostować wyniesioną z szatni wiedzę, typu „po rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego przez 6 tyg, nie można ćwiczyć m. czworogłowego w łańcuchu otwartym, potem róbta, co chceta”, a po zdjęciu gipsu przy skręceniu stawu skokowego wolno wszystko – oby nie bolało. A co, jeśli przyjdzie klient jeszcze ze stabilizatorem na kolanie, pragnąc zachować formę przez czas leczenia, a z jakiegoś powodu nie uczęszcza na rehabilitację? Jak pracować z Jego zdrowymi kończynami i tułowiem, żeby nie zaburzyć regeneracji chorej nogi? Jak dobrać pozycje na maszynach, aby nie obciążały przez działanie łańcuchów mięśniowo – powięziowych uszkodzonej kończyny? I co jest wyznacznikiem, kiedy można wprowadzić ćwiczenia po zdjęciu stabilizatora w sytuacji, gdy po nieuniknionym współuszkodzeniu naczyń limfatycznych utrzymuje się obrzęk? Dlaczego mięśnie uszkodzonej nogi nie chcą się odbudować mimo ćwiczeń? Te elementy wiedzy rehabilitacyjnej nie muszą być czarną magią. Wszakże, sam trening jest właściwie kontrolowanym urazem, w odpowiedzi na który aktywują się mechanizmy adaptacyjne. Kiedy można uznać „siłowniowe” mikrourazy za zjawisko pożądane, a kiedy należy zmienić tryb treningu? To już nawet nie jest „doskonalenie kompetencji zawodowych”, to po prostu abecadło trenera personalnego – tylko skąd ta wszechobecna niepewność?

 

Co musi wiedzieć Trener Personalny

I na zakończenie jeszcze jedna wstydliwa przypadłość trenerów personalnych – dość powszechna ignorancja w temacie stabilizacji centrum i środka ciężkości ciała. Czym jest, gdzie się znajduje, jakie ma znaczenie w zachowaniu układu mięśniowego, co ma z nim wspólnego nie tylko prawidłowa lordoza lędźwiowa, ale także ustalona kifoza piersiowa i lordoza szyjna? Jeśli są zmienione w wyniku wady postawy, to próbować odtwarzać pozycyjnie na siłę, kosztem kompensacji, czy lepiej ćwiczyć w pozycji wygodnej? A w ogóle to jaka pozycja lordozy jest prawidłowa, jak to sprawdzić i osiągnąć? Zgroza przejmuje, kiedy widać niekiedy, jak trenerzy demonstrują ćwiczenia w pozycji siedzącej, pogłębiając lordozę lędźwiową tak przesadnie, aż przerzuca się ona na kifozę piersiową, odwracając jej naturalną (nie bez powodu) pozycję. I podobnie szkodliwy nawyk – promowanie ćwiczeń mięśni brzucha przy spłaszczonej lordozie lędźwiowej i skrajnie odwróconej lordozie szyjnej (tzn. zbliżanie brody do mostka w trakcie „brzuszków”).

Można by się długo rozwodzić nad błędami i niedostatkami treningu personalnego, ale (wbrew pierwszemu wrażeniu, jakie mogło się nasunąć co wrażliwszym odbiorcom) nie to jest istotą artykułu. Idea jest taka, iż choć nasza grupa zawodowa ma swoje braki, to dzięki krytycznemu spojrzeniu na własne możliwości możemy odpowiednio zainterweniować i skutecznie wyrównywać deficyty. Nabycie świadomości, jakie one są i czego nam jeszcze brakuje, pozwala bardziej rozważnie dobierać szkolenia dodatkowe, a tym samym zaoszczędzić czas oraz środki finansowe.

Autor: Katarzyna Kołodko

Redakcja poleca
comments powered by Disqus

Powrót ↑