Poznaj przyczyny bólu pleców - Poradnik

Dodaj do ulubionych

Bóle pleców  stanowią jedną z najczęstszych przyczyn niesprawności przedstawicieli populacji czynnej zawodowo. Od 3 do 5% konsultacji lekarskich z lekarzami pierwszego kontaktu jest przyczyną zaostrzenia bólu pleców, przy czym po pomoc zgłasza się tylko od 25 do 40% potrzebujących. Chciałoby się rzec- na szczęście tylko tylu, ponieważ i tak całkowite koszta leczenia i zwolnień lekarskich dla tych pacjentów w 2000 r. były wyższe, niż poniesione w wyniku jakiejkolwiek z pozostałych analizowanych chorób. Biorąc pod uwagę, iż koszta opieki medycznej stanowią 7 - 34% ogólnych kosztów społecznych, można świadomie zacząć postrzegać bóle pleców jako poważny problem cywilizacyjny.

Dlaczego bolą plecy

Przyczyny bólu pleców - Szacuje się, iż od 50 do 80% dorosłej populacji w którymś momencie życia doświadczy bólu pleców, w tym 40% boryka się z nim przynajmniej raz do roku, a aż 90% zetknie się z nim co najmniej drugi raz. Choroby, skutkujące bólami pleców, charakteryzują się ogromną zmiennością i znaczną liczbą przeróżnych definicji, dlatego coraz częściej odchodzi się od dokładnego diagnozowania strukturalnej przyczyny wystąpienia bólu. Jest to region o tyle trudny, iż niektóre z jego struktur zawierają w sobie zakończenia tego samego nerwu i podczas podrażnienia wrażenie bólu przenosi się na obie z nich, fałszując tym samym obraz kliniczny. Przykładowo, nerw sinuvertebralis, odpowiedzialny za unerwienie 1/3 zewnętrznej pierścienia dysku dochodzi także do więzadeł kręgosłupa i opony twardej rdzenia. Ma to znaczenie o tyle, że impulsacja z owego nerwu wywoływać będzie charakterystyczne głębokie, tępe dolegliwości bólowe, jednak sam opis bólu nie odpowie na pytanie, czy przyczyną jest wewnętrzne uszkodzenie dysku, czy np. ból więzadeł, rozciągniętych nadmiernie w wyniku zablokowania kręgu w nieprawidłowej rotacji, bądź kręgozmyku (ześlizgu części kręgosłupa na którymś poziomie). W tym momencie bardzo użyteczne staje się dobrze przeprowadzone przez wykwalifikowanego terapeutę badanie kliniczne. RTG lub rezonans nie bez powodu nazywane są w medycynie "badaniami dodatkowymi"- służyć mają tylko naprowadzeniu diagnosty na konkretny trop lub potwierdzeniu diagnozy, wynikającej z wywiadu i badania przedmiotowego.

Jeden z czołowych terapeutów manualnych mawiał przed laty: "Jeżeli Twoja terapia nie przynosi efektu, zbadaj pacjenta!" Ten ironiczny, wydawałoby się, komentarz nie odbiega wiele od prawdy. Notoryczne stało się bowiem diagnozowanie zdjęć, a nie ludzi. Nasuwa się w związku z tym refleksja: Nie leczmy pacjentów, korygujmy klisze. Tyle tylko, iż badanie obrazowe, łącznie z najdokładniejszym rezonansem, ukazuje nam wszystkie nabyte przez chorego przez całe życie, także nieaktualne uszkodzenia i błędem jest wyciąganie wniosków na podstawie jedynie wizualnej oceny stopnia zniszczenia tkanek. Oprócz tego większość badań wykonywana jest w przymusowej pozycji leżącej, bez obciążenia grawitacyjnego, a wielokrotnie przyczyną bólu są konflikty tkankowe, zachodzące w czasie wraz z postępującym zmęczeniem chorego i pogarszaniem się statyki jego ciała. 

Oczywiście, im większe zużycie, tym wyższe prawdopodobieństwo podrażnienia odsłoniętych lub uwrażliwionych przewlekłym przeciążeniem zakończeń nerwowych, należy jednak pamiętać o tym, że ludzki organizm w toku ewolucji nabył doskonałych umiejętności kompensacji wielu czynników stresowych, także mechanicznych. Potwierdzają to badania, przeprowadzone na dużych populacjach, gdzie porównywano zdjęcia RTG osób narzekających i nienarzekających na bóle pleców. W wyniku analiz okazało się, iż stopień zwyrodnień tkanki kostnej nie korelował z występowaniem lub nie bólu pleców. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że za większość epizodów bólowych odpowiada dysk (krążek) międzykręgowy, którego z racji struktury chemicznej nie widać na RTG- można ewentualnie domyślać się jego kondycji na podstawie ustawienia połączonych z nim kręgów. Nawet jeśli przyczyna bólu, np. zaawansowana wypuklina dysku, wydaje się być oczywista, zdjęcie wskazuje tylko na istnienie konfliktu, nie mówi jednak wiele o jego zaawansowaniu. Używając obrazowego porównania: kiedy zrobimy sobie zdjęcie,  na którym opieramy się o kogoś najpierw lekko, a następnie mocno, wygląda ono podobnie, nie widać natomiast wysiłku i dyskomfortu, jaki odczuwa druga osoba.

W jaki sposób można więc rozpocząć diagnostykę bólu pleców?

Pierwszym krokiem jest rozmowa z pacjentem i obserwacja jego nawyków- wzorców ruchowych i nabytej statyki sylwetki. Ważnym pytaniem jest oczywiste- kiedy boli? Cały dzień i noc, bez przerwy (charakterystyczne dla czynnych stanów zapalnych i niekiedy choroby nowotworowej)? Tylko w niektórych sytuacjach? Jeśli tak, to od razu po przyjęciu pozycji/wykonaniu czynności, czy też z biegiem czasu? Ból ustępuje szybko, bądź pozostaje na dłużej? Te ważne odpowiedzi pomagają nam ustalić, na ile stan pacjenta spowodowany jest czynnikami mechanicznymi (nacisk lub rozciągnięcie tkliwych tkanek, wywołujący dolegliwości niemal natychmiast), a na ile chemicznymi (zaburzenie mikrokrążenia, za którym postępuje niedożywienie z niedotlenieniem struktury i podrażnienie przez szkodliwe metabolity). Znaczna część pacjentów odczuwa dolegliwości w wyniku siedzenia, stania i leżenia w niektórych pozycjach, zazwyczaj występują one jednak dopiero po upływie określonego czasu (od kilku do kilkudziesięciu minut). Wskazywać to może na przeciążenie statyczne tkanek miękkich kręgosłupa i okolic. Zastanówmy się wobec tego, co się dzieje w takiej sytuacji.

Każda zdrowa tkanka ma pewien metabolizm- szybszy, wolniejszy, ale zawsze obecny. Polega on w uproszczeniu na tym, że komórka pobiera z krwi lub innych płynów ustrojowych substancje odżywcze, przerabia je w określony sposób, a niezużyte lub niepotrzebne metabolity (odpady) oddaje z powrotem do krwiobiegu bądź innego szlaku płynowego. Kiedy brakuje dopływu wartościowego "pożywienia"- czy to w wyniku słabej jakości nośnika (choroby ogólnoustrojowe), czy to wskutek ograniczenia krążenia (nacisk na tkanki, tamujący przepływ, rozciągnięcie tkanek, powodujące obciskanie naczyń przez napinające się włókna kolagenowe i mięśniowe, cukrzyca, uszkadzająca drobne naczynka krwionośne, itp.), dochodzi do ischemii (niedokrwienia), a co za tym idzie, sygnału alarmowego z receptorów wrażliwych na substancje chemiczne, produkowane w panice przez niedożywioną tkankę. Dodatkowo narastające stężenie śmieciowych metabolitów podrażnia coraz mocniej czułe zakończenia nerwowe. Efektem tej kaskady zdarzeń jest nasilający się ból, zmuszający nas w efekcie do zmiany niekorzystnej pozycji. Kiedy dochodzi do tego nagminnie, organizm zaczyna wytwarzać stan zapalny, służący rozłożeniu zniszczonych, niezdatnych już do użytku komórek i zastąpieniu ich nowymi- niestety, tylko zamiennikami kolagenowymi, zbudowanymi z innego typu włókien. 

Sytuacja komplikuje się, gdy stan zapalny "tli się" w tkance tygodniami i jego fazy nakładają się na siebie- kiedy część komórek już urosła, zostaje przypadkiem ponownie zaatakowana przez układ odpornościowy, walczący z pojawiającymi się kolejnymi uszkodzeniami. Finalnie w tkance pojawiają się ubytki i nieprawidłowe zbliznowacenia. Jedną z cech stanu zapalnego jest zwiększone przekrwienie chorej okolicy, a w sytuacji przewlekłej rozrost nowych naczynek krwionośnych, pomagających doprowadzić komórki odpornościowe do wszystkich warstw tkanki. Zjawisko, wydawałoby się, korzystne. Na dłuższą metę- przyczyna wielu problemów. Biomechanika kręgosłupa wymusza bowiem silny, stały nacisk osiowy na jego struktury, a to stoi w sprzeczności z wartkim przepływem krwi. Więzadła i większa część krążka mają więc stosunkowo niski metabolizm (co nie znaczy, że zerowy), tak aby silne obciążenia nie powodowały zaburzeń ich mikrokrążenia. Pojawienie się zwiększonej ilości naczynek i zakończeń nerwowych w ich tkankach powoduje wzrost zapotrzebowania na tlen, a więc na krew. Niestety, warunki grawitacyjne, w jakich bytuje zazwyczaj kręgosłup, są niezmienne- grawitacja przyciąga nasz ciężar do ziemi przez cały czas, elementy ciała opierają się i zawieszają jedne na drugich, siłą rzeczy powodując miejscami deficyty mikrokrążenia. Część tkanek jest do tego przystosowana (wspomniane elementy o przewadze składowych kolagenowych), jednak z tego samego powodu po uszkodzeniu goi się wolniej i mniej sprawnie. W ich strukturze wewnętrznej dochodzi do sklejeń i zaburzeń ślizgu poszczególnych włókienek, przez co stają się nieelastyczne i podatne na kolejne uszkodzenia. Powstaje błędne koło mikrourazów i przewlekłego, samonapędzającego się stanu zapalnego. Układ nerwowy w związku z zagrażającą organizmowi sytuacją uwrażliwia (sensytyzuje) część receptorów w uszkodzonej tkance, wprowadzając ją niejako w stan permanentnego alarmu i rejestrując jako bolesne bodźce zazwyczaj neutralne. Efektem tego jest niemożność utrzymywania ciała w nieszkodliwych dotychczas pozycjach, jako że nawet stosunkowo krótkotrwały ucisk i napinanie tkanek wywołują dolegliwości bólowe. Jednym słowem, chory nie może znaleźć sobie miejsca, cierpiąc nawet, lub zwłaszcza, w trakcie odpoczynku nocnego.

Metabolizm nocny jest bowiem jeszcze niższy, niż normalny, ponieważ większość procesów organicznych zwalnia, ciśnienie krwi spada, przez co krew tętnicza w miarę swobodnie doprowadza składniki odżywcze, jednak krew żylna o niższym ciśnieniu nie jest już w stanie przedostać się przez ograniczone odpływy i odprowadzić szkodliwych metabolitów- także zapalnych. Ponad to krążki międzykręgowe absorbują w nocy wodę, zwiększając tym samym swoją objętość (rano jesteśmy nieco wyżsi, a dyski są sztywniejsze niemal o 300%), a jeżeli w którymś miejscu dochodzi już do jego uwypuklenia w kierunku korzenia nerwowego lub opony twardej rdzenia kręgowego, wraz ze wzrostem masy krążka narasta także ucisk wypukliny na elementy układu nerwowego. Tym, co zazwyczaj pomaga w takich sytuacjach, jest niezbyt obciążający ruch, np. spacer lub kołysanie miednicą. Takie podejmowane intuicyjnie aktywności pomagają wycisnąć nadmiar zastoinowego płynu z dysku i zassać nowy, świeży, a tym samym wymienić metabolity. Chory przybiera także odruchowo w pozycję embrionalną  lub siada w zwieszony sposób na krześle, jednak przynoszona w taki sposób ulga jest pozorna, ponieważ- choć ból staje się chwilowo mniejszy przez to, że uszkodzony, przesunięty do tyłu (w kierunku pleców) dysk poddawany jest w dysfunkcyjnej grzbietowej części swojego pierścienia mniejszemu naciskowi- to takie zgięciowe ustawienie otwiera przepuklinie coraz szersze wrota, wywierając na nią ciśnienie w taki sam sposób, jak dłoń wystrzeliwująca spomiędzy palców pestkę śliwki. Jeżeli nie ma więc objawów ostrego, aktywnego stanu zapalnego, należy promować ustawienie wyprostne (lub wręcz przeprostne) kręgosłupa lędźwiowo- krzyżowego, ponieważ do przodu dysk wysuwa się rzadko, powstrzymywany przez więzadła, natomiast z tyłu jego utkanie kolagenowe jest słabsze, a więzadło chroni go głównie w części centralnej- po bokach są otwory, umożliwiające wyjście korzeniom nerwowym. Są to punkty o zmniejszonej wytrzymałości mechanicznej, a współczesny tryb życia właśnie je poddaje największemu obciążeniu. 

Za dużo siedzimy

Przebywamy przez większość dnia w pozycji zgięciowej (kość krzyżowa zawinięta pod miednicę, kręgosłup wycięty w literę "C" zamiast "S"). Należy pamiętać, że w naturalnych warunkach lędźwiowa część kręgosłupa (lordoza lędźwiowa) wygięta jest lekko do przodu  i należy ją zachowywać także w pozycji siedzącej. Nie jest korzystne zmuszanie się do tzw. "prostego siedzenia", ponieważ przemęczone mięśnie grzbietu szybko generują dolegliwości bólowe i zmuszają organizm do rozluźnienia ich- tzn. ponownego zwieszenia ciała. W ten sposób chory przechodzi od jednego extremum do drugiego, frustrując się i tracąc nadzieję na życie bez bólu.

Praca za biurkiem

Tymczasem wystarczy odpowiednio dobrane krzesło (wyprofilowane na całej długości oparcia, z regulacją umożliwiającą jego indywidualne dopasowanie) lub prosta podkładka podlędźwiowa, aby ograniczyć uporczywe pobolewanie. Kiedy krzesło stanowi tylko część stanowiska pracy i pacjent używa także komputera (nie mówiąc o laptopach, które swoją drogą stanowią jedno z przekleństw XXI wieku dla kręgosłupa) lub pracuje przy dokumentach, także te elementy należy dostosować do jego potrzeb. Wymaga to szczypty dobrej woli i poświęcenia jednorazowo odrobiny wolnego czasu na zaadaptowanie stanowiska pracy, jednak korzyść jest ogromna. Ergonomiczna pozycja w pracy (czy też w trakcie odpoczynku, jeśli czyjeś hobby związane jest z korzystaniem z komputera) pomaga ograniczyć do minimum niekorzystne reakcje statyki ciała na grawitację. Nic jednak nie zwalnia nas z odpowiedzialności za swoje ciało i pewnej dawki zdrowego rozsądku. Żadne, najlepsze nawet krzesło, nie jest w stanie zahamować stopniowo postępującej zapaści metabolicznej w niektórych elementach kręgosłupa podczas siedzenia. Taka pozycja, zwłaszcza w wydaniu biurowym, jest ewolucyjną nowością i najprawdopodobniej minie jeszcze wiele czasu, zanim nieprawidłowe siedzenie przestanie być sprawcą tak wielu dolegliwości. Do tej chwili musimy ratować się narzędziami, w jakie wyposażyła nas natura- mięśniami. 

autor mgr Katarzyna Kołodko, absolwent BBPIlates school

 

BBPIlates school prowadzi specjalistyczne szkolenia przygotowywujace do pracy w grupach zwiększonego ryzyka w tym osób z problemami kręgosłupa.

Odwiedź stronę i dowiedz się więcej o programie szkoleń w BBPIlates school

http://www.bbpilatesschool.pl/index.html

 

Autor: Stylnazdrowie.pl

Redakcja poleca
comments powered by Disqus

Powrót ↑